Śladem cichego węża

Wiosna upłynęła nam pod znakiem mikrowypraw, szczególnie w rejony błotniste i mało dostępne. Na Przesilenie, przy akompaniamencie burz i aromacie wilgotnej zieleni, chcielibyśmy Was zabrać blisko i daleko jednocześnie, śladem jednej z naszych majowych wypraw. Gdzie można lepiej uprawiać dystansowanie społeczne niż na bagnach?

Serce Puszczy

Tym razem dotarliśmy do samego serca Puszczy Kampinoskiej, jednego z niewielu terenów, które wciąż zachowały oryginalny charakter tutejszej roślinności. Wysokie wydmy pod Pociechą uniemożliwiły przekopy melioracyjne i pomimo bliskości Warszawy teren ten jest wciąż przez większość roku pokryty wodą. Na mapie administracyjnej znajdziecie go jako Obszar Ochrony Ścisłej „Sieraków” a jego serce stanowi kotlina bagienna „Cichowąż”.

Jeszcze Warsewy na świecie nie było, jak się to stało.

Legenda puszczańska ze zbioru:
Album Literackie : pismo zbiorowe poświęcone dziejom i literaturze krajowej

Cofnijmy się nieco w czasie, gdy nie tylko Warszawy na świecie nie było, ale rówież i jej założycieli. Cofnijmy się do czasów, gdy z terenów obecnego Mazowsza cofał się lądolód, a terenem obecnego Kampinosu płynęła Prawisła. Ponad 10 razy szersza niż obecnie, wydrążyła koryto pełne zagłębień i piaszczystych wysp. Te wyspy dziś stały się wydmami, a pomiędzy nimi, w wilgotnych zagłębieniach, swój dom znalazły ciche bagienne licha.

Był to król i królowa, a mieli prześliczną córkę, mieszkali w złocistym pałacu. Królewna już wy­rosła, ale zawsze tęschniła czegoś, i zawsze płakała. Miała zło­cisty pierścień na palcu, jak raz piła wodę ze studni, pierścień upadł do wody.

Droga zaczyna się prosto, z małego parkingu w Sierakowie. Trzeba się przygotować na nie całkiem krótki spacer, całe kółko to około 15km, czyli jakieś 3 godzinki niespiesznego tempa.


Pierwsze kilometry to prawie autostrada i dobrze oznaczony szlak, ale aby dotrzeć do samego serca bagna trzeba nieco się już wczytać w mapę i nie przegapić wejścia na cieniutką ścieżynę, która później wiedzie nasypem przez podmokły teren. Nie polecamy spaceru na dziko, gdyż, po pierwsze, jest to obszar ochrony ścisłej, a więc należy ograniczyć swoją obecność do minimum, a po drugie, z praktycznego punktu widzenia zapewne okaże się to niemożliwe. Ścieżka, pomimo początkowego wrażenia, że jest to dróżka zwierzyny leśnej, umożliwia przejście suchą nogą przez płynącą samym środkiem bagna rzeczkę zwaną Wilczą Strugą.

Królewna nuż płakać, ręce łamać, aż tu z wody wychyla głowę śliczny wąż ze złocistą koroną na głowie, i tak zagadał – Jak będziesz moją żoną, to ci oddam pierścień, bo ja nie wąż, ale zaklęty królewic – I zaraz się przedzierzgnął w ślicznego chłopca.

Królewna jak go zoczyła, tak ogniście pokochała, i zaraz z nim poszła, a mieszkał on w lochach podziemnych nie daleko pałacu, gdzie rosły wielkie dęby. Otworzył drzwi, których nikt nie widział, i wprowadził do swego zamku. A był to śliczny zamek, cały złocisty, a dach koralowy. Tam żyli szczęśliwie, i królewna powiła syna. Wąż ją zaklął, żeby nikomu nie mówiła, kogo ma za męża, i żeby nigdy do pałacu rodziców nie zaglądała. Przyrzekła królewna, i dotrzymała słowa.

O ile droga do tego punktu stanowi zwykły spacer ubitą, cywilizowaną drogą, tu zaczyna się autentyczne zejście do lochów wężowego władcy. Zieleń zaciska się wokół, a każdy nieuważny krok prowadzi w mokre kępy, które być może dały nazwę tej puszczy.

Korona Króla Węży

Gdy podążamy tropem węża w złotej koronie czas znów staje się nieco względny. Tym razem przenosimy się wieleset lat do tyłu, do czasów wczesnego średniowiecza. Nikt nie wie jak dawno sięgają baśnie o Królu Węży, ale Andrzej Szyjewski w swojej „Religii Słowian” wskazuje ten motyw jako ważny element mitu o Żmiju – słowiańskiej wersji smoka jako bóstwa chtonicznego. Podobne opowieści można usłyszeć w całej południowej Polsce, szczególnie w górach, i w Polsce łączy je element złotej korony i złotego pałacu w podziemiach. W wersji podstawowej nie ma w nim motywu miłosnego ani zamiany w człowieka, ale zawsze występuje jakiś wybraniec, który wkradł się w wężowe łaski. Temat ten powtarza się w jakiejś formie w całym kręgu kultur zachodniosłowiańskich, aż po Bałkany, można więc założyć jego kształtowanie w czasach osadnictwa Słowian.

Czy królewicz z baśni jest zatem jakąś późniejszą twarzą Welesa, bóstwa podziemi, bogactwa i magii, którego łaskę warto sobie zaskarbić? Symbolika się zgadza, ale warto pamiętać, że Weles jest bóstwem dużo mocniej potwierdzonym na terenach Słowiańszczyzny wschodniej i szeroko pojętej Rusi. Na terenach polskich zaś przewija się imię Nija, wspomniany w Kronikach Długosza jako tutejszy Pluton, ale źródła na temat jego charakterystyki nie są zbyt obszerne. Echo tych postaci zachowuje również ludowa wersja najbardziej znanego kapryśnego dobrodzieja – św. Mikołaja, szczególnie na terenach prawosławnych mającego mało wspólnego z autentyczną postacią biskupa, a raczej przejawiającą tu i ówdzie znajomą już wężową symbolikę złota, zaświatów i mokradeł.

Już siedem roków się skończyło, a mały królewic skończył lat sześć, gdy raz na igraszkę wybiegł z lochu, i zaczął sie bawić pod dębami. Stary król i królowa tymczasem, ciągle płakali i kazali szukać córki. Wyśli właśnie na przechadzkę, gdy ujrzeli śliczne dziecko pod dębami. „Kto ty jesteś? Gdzie rodzice twoi?” zapytali. Ale królewic nauczony od matki nic nie odpowiedział. Wtedy stary król, rozpaloną do czerwoności blachę żelazną kazał przyłożyć chłopcu do piersi, a królewic z bólu opowiedział. Porwali go ze sobą, i kazali zabić. Królewna nie widząc synka wybiegła go szukać, ale szukała daremnie. Stary król tymczasem posłał dworzan, ci stanąwszy nad skrytemi drzwiami, zaczęli wołać: puhu! puhu! bo tak sie zwał on, mąż królewny w węża zaklęty. Puhu otworzył drzwi, i wychylił głowy, myśląc że żona go woła, a dworzanie łeb mu szablą ucięli, i całego w drobny mak posiekli.

Spoglądając na zachód od Polski, poza granice słowiańszczyzny, też znajdujemy motyw węża w złocie, odegrany zresztą na deskach najsłynniejszych teatrów w „Pierścieniu Nibelungów”. Smok Fafnir nie prezentuje się jako współczesna wersja tego mitycznego gada, latająca i zionąca ogniem. Bliżej mu do wielkiego węża żyjącego w dziczy wśród mokradeł. Zresztą historia walki z Zygfrydem opisana w islandzkiej wersji tej legendy – sadze rodu Wölsungów – dzieje się właśnie nad rzeką. Tego wężowego władcy nie da się obłaskawić, a jego skarb można wziąć jedynie siłą.

Punktem zbieżnym jest fakt, że w obu przypadkach mamy do czynienia z zaklętym w węża królewiczem. Fafnir jest synem Hreidmara, króla karłów, istot w mitologiach germańskich bezpośrednio powiązanych ze światem podziemnym. W późniejszych dziełach motyw ten można spotkać w wielu baśniach, głównie rejonu centralnej i północnej Europy, rozwinięty w cały blok historii o wężowych książętach, często z jakimś drogocennym elementem, czy to w postaci złotych łusek czy diamentowego czuba. Dość często przedstawiany jest w narracji jako ofiara swego stanu i z tej sytuacji wyzwala go kobieta, czego przykładem jest powyższa puszczańska legenda. Może to skończyć się typowym „i żyli długo i szczęśliwie”… albo i to nie wystarczy, jak w naszej opowieści.

Ciężko powiedzieć, czy smutne zakończenia są tu jakimś elementem pierwotnym tego motywu (saga rodu Wölsungów jest najstarszym z tekstów źródłowych) czy może już częścią chrześcijańskiej połajanki o opłakanych skutkach bliższych kontaktów z wężem jako obliczem Szatana. Saga Wölsungów też była spisywana już w tym paradygmacie, a przeklęty skarb Fafnira nasuwa skojarzenie z zakazanym owocem, ostatecznie przynoszącym wszystkim tylko nieszczęście. Nie byłby to zresztą pierwszy przykład takiej ewolucji, w końcu chrześcijaństwo gloryfikuje czystość i niewinność, a wąż jest w tej symbolice od zawsze powiązany z jej utratą. Nie mniej jednak to tylko spekulacja i oryginalny wydźwięk wężowego złota pozostaje ulotny.

Królewna próżnie cały dzionek szukała syna, powraca, i zoczyła tylko sztuczki posiekane ze swego męża, a obok leżał zabity mały królewic. Wtedy z wielkiego żalu przemieniła sie w kukułkę, lata i teraz po lesie, i woła ‚puhu! puhu!’ bo woła do siebie męża i syna!

Zamek złocisty z koralowem dachem zaraz sie zapadł, jak zabili męża: król stary i królowa ze smutku usechli we wióry i pomarli, a pałac ich sie zawalił, i tam jezioro płynie, a z pod wody słychać jeszcze jak płaczą i jęczą!

Wężowa Oblubienica

Kończąc opowieść o Królu Węży zatrzymajmy się na chwilę przy królewnie. Byłaby to klasyczna historia porwania i powrotu z zaświatów, gdyby nie motyw zamiany w kukułkę. Tutaj robi się nieco ciekawiej, bo kukułka jest powiązana z wyrajem, czyli słowiańskimi zaświatami. Boris Uspieński, rosyjski lingwista i historyk kultury, wiąże kukułki z postacią rusałki. Rusałka jest wschodniosłowiańskim demonem wodnym, powstającym po śmierci młodej kobiety, znanym szerzej z porywania chłopców.

Przyjmując to założenie można popatrzeć na tę całą historię jako na swoisty prequel czy historię pochodzenia jakiejś odmiany rusałki jako dziewczyny, która odchodzi z ludzkiego świata w zaświaty, ale rodzina nie pozwala jej odejść do końca, skazując na zawieszenie. Czyż to nie klasyczna historia o duchach niespokojnych zmarłych? Cała historia zaczyna się wszak od wpadnięcia pierścienia do studni, można więc spekulować, że mamy do czynienia z nienazwaną wprost historią topielicy.

W etnosie słowiańskim generalnie ludzie zmarli przez utonięcie budzą szczególny rodzaj lęku. Folklor zachodni nadaje im formę diabłów, wschodni świętych i można znaleźć ostrzeżenia przed ratowaniem takich osób. Polski historyk Bohdan Baranowski wspomina o dobrze udokumentowanym zwyczaju składania ofiar składanych demonom wodnym – tu kury, tu koguta, tam nawet konia. Czy tym torem myślenia topielcy nie byli traktowani jako ofiara, którą wodne bóstwa pobrały sobie same? Byłoby to spójne z tabu ratowania tonących i ze smutnym zakończeniem naszej opowieści. Królewnie nieszczęścia nie przyniosło małżeństwo z Królem Węży, ale fakt, że rodzice próbowali ją uratować.

Patrząc szerzej, motyw ofiary wodom wydaje się paneuropejski. Od słynnych duńskich mumii z bagien przez historię Andromedy aż po nordycką boginię morza Rán, która zabiera sobie topielców. W islandzkich sagach znajdujemy nawet wspomnienie, że żeglarze chcą utonąć ze złotem w dłoni, jako podarkiem dla niej.

W polskich legendach ważną postacią, która wskazuje na mocną obecność tego motywu nad Wisłą jest Wanda, córka Kraka, znana z tego, że „nie chciała Niemca”. W przeciwieństwie do typowo znanej wersji „ucieczki od małżeństwa w śmierć”, w jednej z najstarszych wersji tej legendy (XIII wiek) czytamy, że skacząc do Wisły „złożyła w ofierze bogom samą siebie” w podzięce za już uniknięcie małżeństwa. Patrząc, że w sąsiedniej legendzie o Kraku występuje smok przyjmujący ofiary z bydła i dziewic, można się zastanowić na ile przypadkowe jest umieszczenie tych dwóch motywów tuż obok siebie. Wszak mówimy o chrześcijańskich kronikarzach, którzy przy pomocy pokonywania smoka czy węży często ilustrowali podbijanie dawnych wierzeń, szczególnie tych związanych z ziemią i wodami.

Nie sposób tu też pominąć wątku erotycznego, jak na Letnie Przesilenie przystało. W poprzednim akapicie wspomnieliśmy, że w baśniach popularny jest motyw, że dziewczyna odczarowuje wężowego królewicza. Co jeszcze należy dodać, to że zwykle odbywa się to poprzez spędzenie kilku nocy z wężem. W naszej kampinoskiej baśni królewna rodzi dziecko, co dość jasno podkreśla rodzaj jej związku. Czy zatem można się pokusić o tezę, że rusałka-uwodzicielka to dalekie echo postrzegania śmierci w mętnych wodach jako swoistego rodzaju świętego małżeństwa? Ptaki i węże spotykają się wszak w wyraju stanowiąc nierozłączny dualizm w mitologii wschodniosłowiańskiej.

Mogilny Mostek

A wracając już z opowieści wężowych do Kampinosu z pozostałych ciekawostek należy zanotować fakt, że w okolicy znajduje się inne miejsce, też nawiązujące do śmierci kobiety nad rzeką – Mogilny Mostek nad wspomnianą wcześniej Wilczą Strugą, kawałek na północ Sejmikową Drogą od naszej trasy przez bagno. Tam co prawda mamy do czynienia z legendą lokalną o zbrodni pospolitej – zabójstwie dla pieniędzy – ale fakt umiejscowienia tej historii na mostku na rozlewisku rzeki i zwyczaj zostawiania suchych patyczków dla rozpalenia ogniska mającego oczyścić z grzechów pałętającego się ducha dają do myślenia. Czy zamordowana córa karczmarza z Mogilnego Mostka i księżniczka-kukułka wiecznie szukająca zmarłej rodziny to fragmenty tej samej historii? Tego pewnie nigdy się nie dowiemy.

Wody Życia

Wilczą Strugę pokonaliśmy jednak groblą przez sam środek bagna. Poziom wody był wtedy dość niski, ze względu na długotrwałą suszę, dzięki czemu bez problemu przeszliśmy całą groblę suchą nogą – odradzamy jednak próbowanie w okresie co większych opadów, szczególnie, że w kilku miejscach groblę przecinają nieprzykrytymi rowami odnogi rzeczki.

Widok z grobli na Wilczą Strugę, środek bagna Cichowąż

Zachęcamy natomiast do uważnego rozglądania się po okolicy. Wilgoć sprawia, że okolica tętni zielenią i można spotkać tu cały przekrój fauny i flory. Jeżeli do spaceru włączy się również ścieżkę dydaktyczną „Do Starego Dębu” (aby na nią trafić, wychodząc z dróżki przez bagno trzeba skręcić na północ, w kierunku Dziekanowa), to można przeczytać dokładny przewodnik po lokalnym ekosystemie na rozstawionych wzdłuż niej tablicach edukacyjnych.

Nam udało się spotkać na tym bagnie łosia, żurawia oraz zaskrońca. Niestety żadne z nich nie chciało poczekać na wyciągnięcie aparatu – łoś przemknął w sporej odległości przez zarośla z głośnym tętentem, żuraw głośno pokrzykiwał z oddali, a zaskroniec szybko się skrył, gdy walczyliśmy z ustawieniami obiektywu. Tego ostatniego szczególnie żałujemy, bo może mielibyśmy w końcu dobre zdjęcie Króla Węży – wszak najprawdopodobniej jest właśnie zaskrońcem, ze względu na popularność tego węża na tym terenie. Spójrzcie na nasadę jego czaszki i żółte łuski okalające głowę, może wężowe złoto ma o wiele bardziej prozaiczne wytłumaczenie?

Zdjęcie z zasobów Wikimedia Commons:
Autor: Lukas Jonaitis, na licencji CC BY 2.0

Wody Śmierci

W trakcie naszej wędrówki złapał nas zachód, dzień miał się ku końcowi. Zieleń zaczęła wpadać w złoto i czerń, królestwo węża z jasnej plątaniny liści zmieniło się w labirynt. Wędrując zmierzchem po dziewiczym mokradle Cichowąża można łatwo poczuć zdradliwość tego miejsca i postawić się w butach ludzi, którzy chodzili tu zanim wynaleziono mapy turystyczne na komórce, latarki i materiały wodoodporne.

Zgubić się się tu wtedy oznaczało o ile nie realne zagrożenie życia, to przynajmniej wrażenie odbycia podróży w zaświaty i ostrzeżenia przed lekkomyślnością przepełniały mądrość ludową.

Tutaj widzimy właśnie drugą stronę folkloru okołoprzesileniowego, która zwykle znika za romantycznymi opowieściami o wiankach i kwiecie paproci. Noc Kupały była wyjątkowa właśnie dlatego, że była wspólna i społeczność gwarantowała bezpieczeństwo. Pojedynczy śmiałek, który chciałby skorzystać z uroków wód lokalnych rzek wieczorową porą wczesnego lata miał całkiem realną szansę trafić w plątaninę chaszczy, które niczym rusałka zabierały nieszczęśnika w ostatni taniec.

Zgodnie z podaniami ludowymi dotyczącymi rusałek i innych duchów leśnych z rejonów wschodnich szczególnie niebezpieczny był okres między Pięćdziesiątnicą a dniem św. Piotra i Pawła, co w skrócie przekłada się na jakieś 3 tygodnie wokół przesilenia. Ognie kupalne nie tylko chroniły przed chłodem, ale stanowiły też kotwicę utrzymującą w tym świecie, zanim diabły wód i lasów zwiodą młodzież na manowce – i te obyczajowe, i te zupełnie dosłowne.

Powrót

Królestwo węży nie ma już dziś dość mocy, by czaić się na życie nieostrożnych, jego władza nie rozpościera się już na hektary dziewiczego mokradła – dziś po zmroku, zamiast spacerkiem wrócić na parking, można co najwyżej skręcić kostkę i stracić resztki szacunku do siebie „zaliczając kibel” o rzut beretem od warszawskiej luksusowej sypialni, jaką jest Izabelin. Warto jednak pamiętać, że to my wyrwaliśmy zęby lichom i coś im za to wisimy – przynajmniej poszanowanie resztek ich siedzib i pamięć o tym, czym były w przeszłości.

Podkładka teoretyczna

  1. Album Literackie : pismo zbiorowe poświęcone dziejom i literaturze krajowej” 1848 T.1
  2. „Puszcza Kampinoska. Przewodnik” Lechosław Herz
  3. „Religia Słowian” Andrzej Szyjewski
  4. „W kręgu upiorów i wilkołaków” Bohdan Baranowski
  5. „Kult świętego Mikołaja na Rusi” Borys Uspieński
  6. „Polska bajka ludowa – słownik” red. Violetta Wróblewska
  7. „O jednorożcu, Wieczerniku i innych motywach mniej lub bardziej ważnych” Piotr Kowalski